Noworoczne postanowienia są do bani!

Posted on
noworoczne postanowienia

Drogie Czytelniczki!

Noworoczne postanowienia? Na pohybel z nimi!

Nie irytuje Was fakt, że mniej więcej od 31 grudnia aż do teraz cała ściana Facebooka jest zawalona (bo inaczej nie można tego nazwać) całą masą postanowień? Ba! Wszystkie postanowienia są ambitne, niektóre nawet godne podziwu, ale większość niestety jest nie do spełnienia.

Owszem dobrze mieć plany, dobrze powziąć jakieś decyzje. Jasne! Dobrze wytyczyć sobie cele i ku nim dążyć. Tego nie neguję wcale. Ale dlaczego mamy czynić jakieś postanowienia? Postanowienia, na których zazwyczaj się kończy. One rzadko są dla nas wiążące. A mimo to, kiedy nasze noworoczne wymysły się nie sprawdzą, mamy żal do siebie, czasem do świata, że coś nam nie wyszło. Że tak bardzo chcieliśmy to czy owo osiągnąć, ale – jak zwykle – coś lub ktoś pokrzyżował nam plany. Usprawiedliwiamy się, szukamy wymówek, tłumaczymy sobie i innym, że przecież to i tak nie miało szans na powodzenie.

Taaa. Prawda jest taka, że same dałyśmy ciała i się do tego nie przyznajemy. Ale umówmy się, wcale nie zależało nam na tym, żeby nasze postanowienie zostało zrealizowane. Pogadałyśmy sobie, chciałyśmy pokazać temu czy tamtemu, że my też chcemy coś zmienić, wszak Nowy Rok to magiczny czas. Wszystkim zbiera się wtedy na podsumowania i mały rachunek sumienia. Nie oszukujmy się, że coś z tych postanowień zrealizujemy. To mrzonki pisane palcem po wodzie, głównie, żeby nie zawieść świata. Bo ciągle mamy poczucie, że ktoś tego od nas oczekuje. Że krzywo się popatrzy, bo nie macie żadnych wniosków po minionym roku. Przecież to nie na miejscu zostawić sprawy takimi jakimi są. Przecież to nie wypada olać porażek i nic nowego nie postanawiać.

Postanowienia są do bani!

To nie inni decydują, co jest dla Was dobre. Ani Wasz sąsiad lub ktoś z rodziny nie mają prawa narzucać swoich poglądów. W zasadzie to nikomu nic do tego, czy macie jakieś noworoczne postanowienia czy też nie. Uważam, że postanowienia są do bani! Nie mają, przynajmniej dla mnie, żadnej mocy sprawczej. Postanowienia wypowiedziane od niechcenia, bo przyjaciele na imprezie sylwestrowej prześcigiwali się w swoich pomysłach, to przysłowiowy gwóźdź do trumny. Potem łyso będzie nam popatrzeć się do lustra i przyznać do porażki. Kolejny rok, kolejny raz poległyście. O kant czterech liter potłuc takie noworoczne postanowienia!

Cele zamiast postanowień

Dlatego ja nie mam! Żadnych. Null. Zero! Mam za to cele, które są realne. Cele, które powoli rozpisuję i dążę do nich krok po kroku. Powiedziałabym nawet, że krok po kroczku. I nie będzie to rollercoaster zmian. Na szaleńcze tempo mnie nie stać. Chciałabym jednak zrealizować choć jeden cel, by na końcu roku powiedzieć: „odwaliłam kawał dobrej roboty, czas na kolejny cel do zrealizowania”.

I tego Wam Kochane życzę. Masy zrealizowanych celów, które zaniosą Was dokładnie tam, gdzie chcecie się znaleźć.

 

A Wy? Robicie noworoczne postanowienia?

 

Wasza
Agnieszka z Fajniemi.pl